-Cześć Violetta! Co słychać? -Spytała moja najlepsza przyjaciółka. Tylko z nią mam kontakt.
-Hej Natalia, wszystko w porządku. Coś się stało? -Spytałam zaniepokojona.
-Martwię się o ciebie. Jutro pierwszy dzień w nowej pracy..Twojej pracy! -Odpowiedziała Nati, jest kochana.
-Spokojnie dam sobie radę. Wszędzie lepiej niż w rodzinnym mieszkaniu. Sama wiesz o czym mówię.
-Tak wiem. Posmutniałaś czy mi się wydaje? -Miała rację. Ten temat nie jest dla mnie łatwy.
-Wydaję ci się. -Skłamałam. Nie chciałam jej martwić.
-Dobrze, powiedzmy że mówisz prawdę.
-Muszę kończyć i się wyspać pa.
-Dobranoc.
Rozłączyła się. Odłożyłam telefon na szafkę nocną i wtuliłam się w kołdrę. Zasnęłam w trzy minuty. Śniła mi się mama. Przemawiała do mnie.

Córeczko, wiedz że cię bardzo kocham. Nie mogę być przy tobie, przytulić cię. Ale zawsze byłam, jestem i będę w twoim sercu. Wszystko co się dzieje ma swoją przyczynę. Musisz być dzielna ze względu na wszystko. Ale musisz wybaczyć tacie że cię bił. Że zamiast wspierać cię po mojej śmierci to zaczął pić. Dużo pić. Ma z tym problem. Zrozum jego, chciał zapomnieć o problemach. Niedługo możesz pożałować że nie miałaś z nim kontaktu. Zapomnij o pretensjach, złości, wyrzutach do niego. Wiem że jest ci ciężko i dużo od ciebie wymagam. Tyle przeszłaś w swoim życiu..Nie masz łatwo. Będzie trudniej. Teraz albo nigdy..
Nagle obudził mnie dziwny hałas, sąsiedzi remont robią. Hałasy to nie dla mnie. Dzisiaj pierwszy dzień w pracy. No cóż bycie kelnerką w restauracji nie jest to praca z moich marzeń. Ale pieniądze trzeba mieć, i to jest pewne a na razie to nie mam innego wyjścia. Nie zdążyłam, nie miałam pieniędzy na dobre studia które zapewniły by mi lepszą pracę. No cóż normalnej rodziny to ja nie miałam. Nawet normalnego ojca nie miałam. Może do 8 roku życia jak moja mama jeszcze żyła było wręcz idealne. Dom, pieniądze, szczęśliwi rodzice w tym ja..Własny pokój. Marzenia..moje marzenia. Nie rozumiem, wszystko zmieniło się w ciągu chwili. Musiałam uciec z domu. Wolę pracować niż mieszkać z nim. Mam 18 lat a od 8 zrujnowane życie. I to przez kogo?! Przez ,,Kochanego'' tatusia. Nienawidzę go za to. Jak tylko moja mama umarła to.. To zaczął pić, z wzorowego ojca i męża zamienił się w jakiegoś tyrana za przeproszeniem. Ciężko mi rozmawiać o dzieciństwie którego tam naprawdę nigdy nie miałam. Mam mu to za złe ale i tak nie zmienimy przeszłości. Możemy tylko nadrobić czas. Ale on nie chce wydaje mi się że nigdy się nie zmieni. Wypieram to z siebie chodź wiem że to się nie zmieni. Moja nadzieja z minuty na minutę umiera. To jest straszne. Z oczów po policzkach spłynęło mi parę słonych łez. Wbiłam głowę w poduszkę po
czym zaczęłam szlochać. Kiedy przestałam miałam jeszcze mnie czasu na zebranie się
i wyjście z domu do pracy. Nie tylko nie to! Przez niego nie zaczęłam pracować a już zostanę zwolniona. Nie mogę sobie na to pozwolić kto mnie zatrudni bez konkretnego wykształcenia!
Nikt. Obiecałam sobie że nigdy już nie będę o nim oraz o tym wszystkim myśleć. Wiem że to nie możliwe ale na tą chwilę wole tak myśleć. Dużo razy sobie to obiecywałam. No nic trzeba żyć dalej. Gwałtownie wstałam z łóżka i pobiegłam do mojej dosyć małej szafki z ubraniami. Cóż nie miałam ich za dużo. Wybrałam czarną spódnice i białą bluzkę. Buty no cóż mam tylko 2 pary. Baleriny także czarne. Udałam się do łazienki. Wzięłam prysznic, umyłam zęby, ubrałam się a włosy spięłam w kucyka. Zrobiłam sobie delikatny makijaż. Teraz szybkie śniadanie a potem to praca. Postawiłam na naleśniki z czekoladą. Zjadłam je, były pyszne. Posprzątałam po sobie założyłam kurtkę po czym wybiegłam z domu. Poszłam na najbliższy przystanek. Trochę ochlapał mnie wodą
przejeżdżający samochód. Padał deszcz a teraz ja na tym cierpię. Jak ja będę pracować..Na szczęście nie jestem aż tak brudna. Gdy w końcu dotarłam na miejsce pracy byłam spóźniona 5 minut. I to mój pierwszy dzień. Super się zaczyna. Szef już wezwał mnie surowym głosem do siebie..

-Dzień dobry. -Powiedziałam niepewnym głosem.
-Witam. Jaki jest powód pani spóźnienia?
-Autobus się spóźnił. -Wymyśliłam pierwszą lepszą wymówkę.
-Byle więcej się nie spóźniał Castillo.
-Tak. Pójdę już do pracy.
-Mam nadzieje.
Praca była ciężka po 7 godzinach pracy zauważyłam przystojnego bruneta. Usiadł w jednym ze stolików. Był przystojny, wysoki i te szmaragdowe oczy Cudowny ubrani w garnitur. Podeszłam do niego. Byłam ciekawa zamówienia.
-Witam co podać? -Spytałam uśmiechając się.
-Witam. -Przywitał się podnosząc głowę i zaglądając mi w oczy. Po chwili odwzajemnił mój uśmiech.
-Proszę kawę.
-Oczywiście zaraz przyniosę.
Po chwili wróciłam z kawą. Miałam wrażenie że cały czas na mnie patrzy.
Ale co ja tam mogę wiedzieć...
-Proszę -Dałam mu ją po czym zwróciłam się w drugim kierunku. Ale brunet mnie zawołał.
-Niech pani zaczeka!
-Coś się stało?
-Imię.
-Kogo?
-Twoje.
-Violetta Castillo. -Bąknęłam. Po co on pyta się mnie o imię.
-Miło mi, León Verdas. -Powiedział i dał mi rękę na powitanie.
-Przepraszam muszę wracać do pracy.
-Jasne.
Przystojny brunet siedział jeszcze godzinę przy stole i patrzył jak pracuję. Nie wiem co w tym takiego ciekawego o co mu chodzi. Na szczęście zaraz kończę zmianę. Moment później zdjęłam fartuch oraz odłożyłam resztę rzeczy z pracy do szafki. Wyszłam z restauracji. Koniec pracy, nareszcie. Nie jest łatwo ale muszę dać radę. Cały czas myślę o moim śnie. Czy to naprawdę...Nie, raczej nie. Takie rzeczy się nie dzieją.. Chyba. Moje rozmyślania przerwał León. Przynajmniej tak się przedstawił. Wybiegł za mną. Zakochał się wątpię. Zażartowałam. Podszedł do mnie, byliśmy w dosyć małej odległości od siebie.
-Dasz mi swój numer? -Spytał patrząc mi głęboko w oczy. Był poważny, czy on to mówi serio.
-Szczery jesteś. Ty mówisz to serio? -Byłam zdziwiona. Dać mu czy nie.
-Tak, a czemu by nie.
-W sumie..Co mi szkodzi. Ok. -Podałam mu mój numer a on mi swój.-Odezwę się na pewno.
-Jak chcesz.. -Powiedziałam krótko. Trochę niepewnym głosikiem.
-Chcę. Do zobaczenia. -Pocałował mnie w policzek po czym z wielkim uśmiechem dodał.
-Podwiesić cię gdzieś?
-Nie, nie trzeba dziękuje.
-To dla mnie przyjemność. Nie daj się prosić. Wolisz autobusy?
-Jesteś uparty.
-Wiem.
Wsiadłam do jego samochodu. Nawet otworzył mi drzwi. Dżentelmen. Ale nie dla mnie. Za wysoka klasa jak na moje progi.. A po za tym to w głębi serca coś mnie do niego ciągłą. Mogłam mu ulec ze wszystkim i zupełnie. Nie znam go długo ale ma moje zaufanie.
W samochodzie jeszcze trochę rozmawialiśmy a raczej to on zadawał pytania, ja tylko odpowiadałam na nie. Był bardzo ciekawski. Pewnie chce wiedzieć z kim się zadaje, bogaty, młody i przystojny. Pewnie ma wysoko ustawionych rodziców którzy mają wymagania co do jego znajomych. Dziwie się że w ogóle zwrócił na mnie uwagę. Pytał ile mam lat, czym się zajmuje, gdzie mieszkam. Na wszystko mu odpowiadałam..Póki nie spytał o rodziców.
-Moi rodzice. A więc moja mama zginęła w wypadku gdy byłam mała. Ledwo ją pamiętam.
-A..Przykro mi, przepraszam ja nie wiedziałem.
-Nic nie szkodzi.
-Na pewno? -Spytał, z oczów można było wyczytać że mu głupio.
-Tak, na pewno. To już tu zatrzymaj się.
-Okej.
-To pa.
-Do zobaczenia.
-Chcesz się jeszcze ze mną spotkać?
-Z największą przyjemnością.
Wysiadłam a on odjechał. I tak się nie odezwie. Do mnie? Nigdy w to nie uwiężę. Wszedł am do swojej kawalerki, raczej nie swojej bo wynajmowanej. Chciała bym mieć lepsze życie. Chodź zawsze mogło być gorzej. Ale nadal mam i będę miała nadzieje. Nadzieje na lepsze życie. Moje plany, a raczej marzenia nie do spełnienia. Ślub, dom, praca, dzieci. Niestety niedopełnienia. Kto by mógł mnie pokochać, ja wiem kto..NIKT. Spojrzałam na zegarek, 19:58. Odłożyłam klucze na szafkę która znajdowała się w korytarzu po czym przeszłam do kuchni. Zrobiłam sobie kanapkę. Zjadłam ją a potem umyłam po sobie naczynia. Nawet na zmywarkę mnie nie stać! Mamrotałam cicho pod nosem. Chwila nie sprawdzałam dzisiaj poczty. Wyszłam na klatkę i otworzyłam skrzynkę na listy. Wyciągnęłam i po przeglądzie stwierdziłam że są to same rachunki, opłaty. No cóż co mogło by być innego.
** NASTĘPNEGO DNIA **
Dzisiaj nie idę do pracy szef zadzwonił do mnie że dziś restauracja nieczynna. Sama nie wiem czemu. Po chwili telefon, znowu dzwonek mojej komórki. Spojrzałam i nie mogłam uwierzyć to León!! Zadzwonił do mnie! Od razu odebrałam.
-Dzień dobry Violetta. -Usłyszałam jego głos w słuchawce.
-Hej León, nie spodziewałam się że zadzwonisz.
-Nie doceniasz samej siebie. Masz dzisiaj wolne?
-Tak. A skąd wiedziałeś? -Zaśmiałam się.
-Lubie gdy się śmiejesz. A ja wiem wszystko.
-Aha, nie słodź mi tak.
-Okej. Zabieram cię dzisiaj na obiad. Nie przyjmuje odmowy.
-Zgadzam się.
-I bardzo dobrze tak trzymaj! 15:00 Pasuje ci?
-Pasuje.
-Przyjadę po ciebie.
-Będę czekać pa.
-Pa.
Nie mogę uwierzyć w moje szczęście! León Verdas zaprosił mnie Violettę Castillo na randkę!
** 18:00 **
Byłam z Leónem na obiedzie, długo rozmawialiśmy i się poznawaliśmy. 3 godziny później Leóś zapłacił rachunek. Wyszliśmy z restauracji, szliśmy po schodach za nim znaleźliśmy się na zewnątrz. Byłam wystrojona w suknie, León cały czas obsypywał mnie komplementami. Zabrał mnie na spacer. Spacer po plaży. Było bardzo romantycznie a my spacerowaliśmy po gorącym piasku. Nie wieże co się dzieje. Tu i teraz. Tylko ja i on. Sami z szumem wody.
-Violu ja się w tobie zakochałem. Wiem że nie znamy się długo..Ale ja wiem że to jest to.
-Ja też czuję to samo. -Popatrzył na mnie jakby chciał się spytać ,,Naprawdę?''
-Czyli zostaniesz moją dziewczyną?
-Tak, zostanę.
Po wymianie kilku zdań zostaliśmy parą. A Verdas mnie pocałował, Delikatnie i zmysłowo.
Był boski. To ten jedyny, nie wieże w moje szczęście. Kocham go.
** Miesiąc później **
Dobrze nam się wiodło więc León zaproponował bym się do niego wprowadziła. Zgodziłam się bez wahania. Wiem że to dość szybko się toczy ale co tam. Dla odważnych świat należy. Jak nie teraz to nigdy, to oznacza że naprawdę mu na mnie zależy. Właśnie do mnie podchodzi jestem taka szczęśliwa!! Nawet powiedziałam mu o moim tacie. Zrozumiał mnie, jest kochany. Ostatnie moje rzeczy chyba już przewiezione. Nie miałam ich za wiele. Leóś mówi że kupi mi wszystko czego zapragnę, obiecuje mi że weźmie mnie na jakiś romantyczny wypad w weekend. Już się nie mogę doczekać. Jeszcze nie dawno nie przypuściłam bym że tak to się wszystko potoczy. I to dzięki czemu? Dzięki pracy. Oczywiście Natalia moja najlepsza przyjaciółka jest ze mną i cieszy się razem ze mną. Mówi że moje szczęście to jej szczęście.
-León wszystko gotowe?
-Tak. -Po czym uśmiechnął się.
-Szybko.
-Śpieszyło mi się do ciebie.
-Kocham cię bardzo mocno.
-Ja ciebie mocniej -Powiedział. Zbliżył się do mnie i objął mnie w tali.
-Nie prawda!
-Prawda, mniejsza z tym. Pocałuj mnie.
-Jak sobie życzysz. -Pocałowałam go w policzek, nie ma tak łatwo.
-Ej nie w polik.
-Powiedziałeś że mam cię pocałować.
-Czekaj ktoś do mnie dzwoni.-Nie odbieraj.
-Muszę, to może być ważne.
Odeszłam trochę dalej od Verdasa i odebrałam połączenie.
-Witam, czy rozmawiam z Violettą Castillo? -Spytała jakaś kobieta.
-Tak. A kto mówi?
-Dzwonię ze szpitala.
-Co się stało?
-Pani tata, German Castillo właśnie umarł. Przykro mi. -Oznajmiła. Nie mogę w uwierzyć jak to?!
-To są jakieś żarty?!
-Nie. Miał raka. Nie przeszedł chemioterapii. Jak się dowiedział było za późno na leczenie.
-To nie możliwe! -Zaczęłam płakać, mój tata?! Przypomniał mi się mój sen z przed miesiąca. To nie może być prawda.
-Przed śmiercią napisał list i prosił by go przekazać. Może pani przyjechać?
-Tak przyjadę. Długo chorował? Cierpiał?
-Chorował półtorej miesiąca wtedy się dowiedział. Miał dużo leków przeciwbólowych więc uśmierzały ból.
-Do widzenia.
-Do widzenia.
Rozłączyłam się wiem że mój tata nie był ideałem ale kochałam go! Czemu nie pokierowałam się snem! Chciałabym cofnąć czas. Akurat teraz, akurat jak mi się zaczęło wszystko układać. A teraz się zrujnowało. Zwaliło na głowę. Oparłam się o ścianę domu i zaczęłam szlochać, mój makijaż był cały rozmazany wyglądałam jak zombi. Cholerne życie! Nie chce żyć! Jestem beznadziejna! Biedny tata, był chory a mnie przy nim nie było. Żyłam sobie jak nikt. Czemu?! Zauważył mnie León. Podbiegł do mnie.
-Skarbie co się stało? Czemu płaczesz? -Spytał a w jego głosie można było wyczuć troskę.
-Mój tata..On nie żyje! Dzisiaj umarł na raka. A ja nie wiedziałam, nie byłam z nim. Jestem okropną córką!
-Przykro mi. Wszystko się ułoży nie płacz już. Nie jesteś okropna. Jestem przy tobie. -Przytulił mnie i otarł łzy. Gdyby go nie było nie wiem jakbym sobie poradziła.
-Dziękuje że jesteś przy mnie.
-Nie masz za co dziękować.
** Godzinę Później **
Verdas zawiózł mnie do szpitala gdy tylko się trochę uspokoiłam. A raczej on mnie uspokoił. Powiedziałam by zaczekał w samochodzie początkowo nie chciał się zgodzić ale po chwili uległ. Szłam przez korytarz myśląc o nim jak musiał cierpieć. Teraz liczyło się tylko to że nie ma go już. Nie żyje, umarł. Opuścił mnie, czemu. To prze ze mnie gdybym została w domu to może by jeszcze żył. Łzy ściekały mi po policzkach nie umiałam się opanować. Chwile potem ujrzałam pielęgniarkę może ona będzie coś wiedzieć.
-Jestem Violetta Castillo. Ktoś do mnie dzwonił rano że mój tata..On.. -Nie mogłam z siebie tego wydusić.
-Tak to ja do pani dzwoniłam. Wyrazy współczucia. To dla pani, napisał to i dał mi na przechowanie. -Podała mi kopertę z napisem ,,Dla mojej córeczki''
-Dziękuje. Pójdę już.
Zatrzymał się przy windzie. Otworzyłam kopertę i wyciągnęłam z niej list. Zaczęłam go czytać.
Córeczko, nie wiem co napisać ci po tylu latach rozłąki. Jak to czytasz to mnie tu już nie ma. Chciałem przeprosić cię za to co robiłem po śmierci twojej mamy. Dopiero w obliczu swojej śmierci która zaraz nastąpi. Zostało mi nie wiele czasu a tak dużo do napisania. Kocham cię, kochałem i będę kochać. Pewnie teraz jestem szczęśliwy w niebie z twoją mamą. Jetem przy tobie i będę chodź tego nie widzisz. Proszę zapamiętaj tylko te dobre wspomnienia. O mnie i ze mną. Z naszą rodziną. Żyj pełnią życia. Bądź szczęśliwa. Mam tylko nadzieje że kiedyś wybaczysz mi te wszystkie krzywdy które ci kiedyś wyrządzałem. Wiem jak było ci ciężko a ja cię nie wspierał. Wolałem się upić, zapomnieć. Byłem złym ojcem który nie zasługiwał na ciebie. Ledwo trzymam długopis w ręce. Mam coraz mniej siły. Nie zdążę napisać wszystkiego. A tym bardziej teraz tego nie nadrobię. Kocham cię, żyj długo w zdrowiu i miłości którą mam nadzieje że masz albo znajdziesz. Jesteś taka piękna. Szkoda że nie możemy się spotkać. Wiedz że chociaż zasługuje na to nie cierpię. Wasze rują mnie lekami. Pa córeczko, dbaj o sobie.
Twój Kochający tata.
Zaczęłam płakać coraz bardziej. On brał na siebie całą winę. A ja nie mogłam mu powiedzieć że już mu dawno wybaczyłam, że rozumiem. Czemu tak musi być!!!
** Późny wieczór, w domu **
Leżę na łóżku i szlocham w poduszkę nie mogę przestać. Nie mogę przestać płakać oraz myśleć o moim tacie. O tym co się stało, jak mogło by to wyglądać gdybym go nie zostawiła samego. Nie daje mi spokoju myśl że nie byłam przy nim gdy tak mnie potrzebował, w tak ważnych, ciężkich dla niego chwilach. Może by jeszcze żył. Wsparcie bliskiej dla niego osoby, jedynej którą miał byłam ja. Nie wiem jak ja sobie poradzę, pogrzeb, jego śmierć. To spadło na mnie tak..Tak szybko. A teraz miało być tylko lepiej, zaczęłam układać sobie życie. Czy nie mam prawa do szczęścia. Czy zawsze wszystko musi się zwalić w najmniej oczekiwanym momencie? Gdyby nie León nie wiem co bym zrobiła. Jednak teraz nawet on nie umie ukoić mojego bólu który tak mocno odczuwam. Stoi w drzwiach od sypialni i patrzy na mnie, jego oczy podobnie jak moje są wypełnione smutkiem. Jest bezradny, nie umie nic zrobić bym poczuła się lepiej. Co on musi czuć. Patrzy jak jego ukochana osoba cierpi i nie może nic absolutnie nic zrobić.
** Tydzień Później **
Dzisiaj pogrzeb mojego ojca! Nie mogę w to uwierzyć. Cały ostatni tydzień był dla mnie nie do zniesienia. Teraz jak go pochowam to będzie znaczyło że pogodziłam się z jego śmiercią, z tym że już nie żyje, że nie ma go tu i nie będzie. Że nigdy do mnie nie wróci, nie przytuli. Nie uśmiechnie się do mnie, nie powie mi paru miłych słów. Nie będzie na moim ślubie, nigdy nie zobaczy moich dzieci. Jeszcze ich nie mam ale kiedyś na pewno będę mieć. Nie chcę mi się wstawać z łóżka nie chcę tam iść. Ale muszę. Słyszę kroki zbliżające się w moją stronę, raczej w stronę łóżka na którym leże i cały czas płacze. Verdas uklęk przy nim odgarniając kosmyki moich włosów. Musnął delikatnie mój policzek po czym otarł łzy. Jest taki kochany i opiekuńczy, tata mi go chyba zesłał by się mną opiekował zamiast niego. Jestem wdzięczna Leósiowi że jest przy mnie, rozumie i wspiera.
-Violu kochanie, musisz wstawać. -Wyszeptał mi do ucha głaszcząc mnie po policzku.
-Tak, już wstaje. Poczekasz na mnie na dole? -Spytałam trochę zachrypniętym głosem..
-Oczywiście, pamiętaj że cię kocham i nigdy nie zostawię.
-Tak, wiem. Dziękuje że jesteś. Bardzo cię kocham. -Brunet tylko się uśmiechnął i wyszedł z pokoju.
Podniosłam się i weszłam do łazienki. Weszłam pod prysznic i opłukałam moje ciało letnią wodą. Wytarłam się ręcznikiem. Ubrałam w czarną sukienkę, cienkie rajstopy. Buty na lekkim obcasie, też czarne. Włosy przeczesałam i związałam w porządnego koka. Dodałam parę wsuwek do włosów by się nie rozwalił. Cienka warstwa makijażu. I już. Nie mam ochoty wielce się szykować. Jest dla mnie bardzo ciężko tam być. Ale muszę to zrobić dla taty. Zeszłam na dół gdzie czeka na mnie Verdas. Wziął mnie za rękę, przytulił i wsiedliśmy do samochodu.
** Pogrzeb ,,Germana Castillo'' Cmentarz **
Po mszy w kościele i pochowania taty. Ledwo powstrzymywałam się od płaczu. León dobrze wiedział co przeżywam, czasami wydaje mi się że odczuwa to samo co ja ze zdwojoną siłą. Ale trzyma się dla mnie. Chce bym wiedziała że mam w nim oparcie. Że mogę na niego liczyć. Żebym miała w nim poczucie bezpieczeństwa. Nie mogłam się opanować i przytuliłam bardzo mocno do niego. Płakałam w jego objęciach, tylko to przynosiło ulgę. Patrzyłam na jego grób. Było napisane.German Castillo 1972 - 2015.
Niech spoczywa w pokoju.
Obok leżało dużo zniczów, kwiatów.
Zdjęć. To był widok nie do zniesienia!!!
Wybiegłam z stamtąd do domu. Miałam już dość!
** Rok Później **
Dzisiaj biorę ślub z Leósiem! Jestem taka szczęśliwa a zarazem smutna. Szczęśliwa bo wychodzę za mężczyznę i miłość mojego życia. A smutna dlatego że nie ma przy mnie mojej mamy i taty! Ale León powtarza mi że są teraz razem i obserwują mnie z nieba. Może to głupie ale wieże w to. Zasługują na wszystko co najlepsze. A raczej zasługiwali. Mimo że minęło już tyle czasu nie mogę przyzwyczaić się do tego że mówię o nich w czasie przeszłym! Nagle do pokoju wchodzi Natalia, moja przyjaciółka. Także była obecna gdy przechodziłam koszmar. A teraz pomaga mi ubrać suknie ślubną. Robi mi makijaż, fryzurę. I resztę drobiazgów bym wyglądała cudownie. W końcu to mój dzień! I zamierzam go spędzić dobrze.
Po złożeniu przysięgi, na znak tego co sobie powiedzieliśmy całujemy się. Leóna nikt nie musiał specjalnie do tego namawiać. Wessał się w moje usta, pocałunek był długi, namiętny i głęboki. Wiedziałam że całuje dobrze ale żeby aż tak to nigdy. Kocham go! Bawiliśmy się do białego rana, tańczyliśmy, całowaliśmy się. Jedliśmy pyszny 3 piętrowy tort, oczywiście otrzymywaliśmy też dużo prezentów.
** 4 lata później **
Już od 4 lat jestem panią Verdas. Układa nam się świetnie. Prawie żadnych kłótni. A oprócz tego urodziła nam się prześliczna i urocza córeczka Martina. Ma już 2 latka! Jest podobna do Leóna, ma jego nos a moje oczy. Czekoladowe po mamusi. Usta za to po tatusiu. Rozpieszcza ją! To jest nasza mała księżniczka. Już planujemy drugie. Verdas chce mieć 5 dzieci ale ja nie! Moje ciało by tego nie wytrzymało. Powiedziałam mu jasno że chcę jeszcze jedno. A najlepiej synka. Dwójka dzieci, mąż, dom, praca. I mały piesek, szczeniak. Biały i puchaty. Nazwaliśmy go Urwis bo wszystko gryzie i psoci. Martinka go uwielbia. Z resztą my też. Kupiliśmy go a raczej Leóś kupił. Brunet opiekuje się mną, Martinką i psem. Pomaga też w domu. Jest przecudownym Ojcem i mężem, lepszego nie mogło sobie wymarzyć. W między czasie Nati też wyszła za mąż i jest w ciąży będzie miała synka i niedługo ma termin porodu! Wszystko nie mogło się lepiej ułożyć!!!
-----------------------------------------------------------------------------------------------
Tak wiem że czytaliście tego One Short'a tylko że w częściach, I, II, III. Ale to jest ten sam tylko że wszystkie trzy części złączyłam, jak chce się jeszcze raz poczytać to nie trzeba wchodzić na każdy pojedynczo. A i mała nowinka rozdział jutro albo po jutrze! Dziękuje wam za 13 komentarzy pod rozdziałem 13, każdy przeczytałam jest to dla mnie duża pociecha że ktoś czyta to co napiszę i jeszcze temu komuś się podoba. Ilość komentarzy przekroczyła moje oczekiwania! Dziękuje wam<33 Paa.
Pozdrawiam Sandra<33





Fajnie, że złączyłaś OS w całość! ^^
OdpowiedzUsuńTeraz można przeczytać go w jednym miejscu! :3
Pozdrawiam i życzę weny! :*
http://de-nada-sirve-el-odio.blogspot.com/
http://no-espero-amor-ni-odio-oneshots.blogspot.com/
Też tak uważam ^.^
Usuń