.

.

sobota, 9 maja 2015

Rozdział 4




** León **

Obudziłem się z strasznym bólem głowy. Kac. Otworzyłem oczy i rozglądnąłem się po pokoju
w którym właśnie przebywałem. Obok mnie leżała Ludmi I Francesca fajną sobie ze mnie poduszkę zrobiły... Na ziemi leżeli Fede i inni. Wszyscy jeszcze spali a ja próbowałem sobie poukładać co się wczoraj wydarzyło. Zaczęło mi się wszystko przypominać, widok Violi z Fran jak weszły na imprezę. Ten prawie nasz pocałunek. I to co podsłuchałem. Oczywiście nie zapominam o flaszce wódki którą całą sam wypiłem z skąd mój kac. Nie chciałem już nic więcej wiedzieć te wrażenia mi w zupełności wystarczą. Jak sobie o tym pomyśle to.. To chce mi się jeszcze pić. Ale wiem że nie mogę i tak dzisiaj nie zdążę już do pracy ale nie mogę przeginać.  Wstałem z sofy po czym się wyprostowałem jednocześnie rozciągając moje kości które nie są przyzwyczajone do trudnych warunków spania. Przejechałem ręką po moich włosach i poszyłem do kuchni. Wyciągnąłem z szafki szklankę którą położyłem na blat. Otworzyłem też lodówkę, by nalać sobie mleka. Wypiłem jednym tchem cały kubek mleka. 3 głębokie oddechy.  Mój kierunek to łazienka czas się ogarnąć i wrócić do żywych - Pomyślałem i poszedłem.  Poprawiłem ciuchy i umyłem paroma kroplami wody oczy, ułożyłem fryzurę by jakoś wyglądać. Zeszyłem do salonu żeby obudzić innych. Jeszcze spali, nie mówię że ja nie spałem długo no ale żeby aż tak to nie! Szłem zygzakiem z 3 powodów. Kręciło mi się w głowie po mojej wczorajszej biesiadzie. Bolała mnie głowa.I każdy poukładał się tak na ziemi że nie można było przejść. W końcu weszłem  na środek pokoju, krzyknąłem.

-Wszyscy wstawać! -Rzekłem a oni zaczęli się kręcić i marudzić pod nosem czemu ich budzę.
-Czego chcesz?! -Spytał mnie oszołomiony Diego.
-Jak myślisz? -Spytałem go.
-Nie wiem. Nie jestem wróżką wyobraź sobie.. -Nie wytrzymałem i wybuchłem śmiechem. Po 15 minutach się opanowałem.
-Ok. Trudno wyobrazić sobie ciebie jako wróżkę. Ale czy ktoś zamierza wstać ogarnąć się i zrobić śniadanie?
-Masz ręce to sobie zrób! -Powiedziała oburzona moimi słowami Fran
-Nie umiem gotować.
-To masz pecha...
-W takim razie ja lecę do restauracji coś zjeść i do firmy im powiedzieć że mnie nie będzie.
-A nie lepiej zadzwonić? -Zaproponował Maxi
-Racja, po co mam iść do pracy na 5 minut. Idę siema. -Wyżłem, moje auto już czekało na mnie.

Właśnie! Miałem iść do Violetty ale ona już jest chyba w pracy. Wczoraj wcześnie wyszła pewnie przez to co się stało. Musimy to sobie wytłumaczyć ale jak jej nie ma to za godzinę do niej zadzwonię tylko ogarnę parę spraw.  Jak nie odbierze to wieczorkiem do niej pójdę. A teraz muszę coś zjeść. Jechałem autem nadal zastanawiając się co jej powiem. Oraz jak zacznę rozmowę. Coś wymyślę, chyba...


** Violetta **

2 godziny później: 

Właśnie skończyłam pracę i jestem pod moimi drzwiami. Szukam kluczy do nich.
Gdzie one są przecież je tu kładłam! Szukałam ich nie mogąc znaleźć. Aż tu zobaczyłam że są w mojej kosmetyczce. Jak one się tu znalazły... Ach nie ważne. Dobrze że są. Po chwili szarpania się z nimi udało się je otworzyć. Weszłam, zawiesiłam kurtkę na wieszak a torebkę na szafkę od butów. Chcę się przebrać w coś mniej oficjalnego. Ubrałam się tak bo to wymaga o demnie moja praca ale w normalnym życiu nie będę zmieniać stylu. Więc udałam się do garderoby i uszykowałam zestaw ubrań na dziś.

A wyglądały one tak:






Ubrałam się w nie a minutkę później usłyszałam dzwonek do drzwi myślałam że to listonosz jak zwykle o tej porze ale tego kto tam stał zupełnie się nie spodziewałam.

-León co ty tu robisz.. -Spytałam w wielkim oszołomieniu, stałam jak ściana patrząc na niego i zdając sobie sprawę że go kocham.
Nie mogłam mu tego okazać. Czekałam aż on coś powie. Tylko by on nie czekał na to samo z mojej strony bo się nie dogadamy.
-Przyszyłem do ciebie mamy do pogadania. Mogę wejść?
-Tak, tak. Wejdź. -Odparłam i weszliśmy na korytarz. Przegryzałam delikatnie moje wargi ze strachu co się wydarzy.
-To co się wczoraj stało.. -Przerwałam mu.
-Nie powinno się w ogóle wydarzyć. -Dokończyłam jego zdanie bo nie byłam pewna tego co powie. Aż tak silnej woli by się od niego odizolować nie mam.
-Masz rację. Przepraszam cię bardzo.
-My się nie kochamy to po prostu nie porozumienie. -W sercu czułam coś innego niż powiedziałam. A jego mina robiła się coraz smutniejsza było mi go żal.
Chciałam go nawet w pewnym momencie przytulić ale wiem że nie mogę dawać mu żadnych nadziei.
-Dobrze czyli wszystko już jest okej? -Spytał mnie.
-Oczywiście. Jak najbardziej León. -Odpowiedziałam z pewnym i zarazem poważnym spojrzeniem.
-Przytulić po przyjacielsku chyba cię mogę?
-Tak. -Był wielki przytulas. Gdy byłam w jego objęciach czułam się bezpieczna i kochana. Nie wiem jak on to zrobił ale byłam taka spokojna przy nim.
Co się ze mną dzieje? 10 minut się obejmowaliśmy i ledwo się od siebie oderwaliśmy. Czuliśmy chyba to samo ale żadne z nas tego nie przyzna.
-Pójdę już pa.
-Pa -Zobaczyłam za okno. Tam szedł Diego! On ne może Leóna tu zobaczyć. Zacznie coś podejrzewać. Trzeba działać.
-León!
-Co? -Spytał lekko zdenerwowany.
-Diego tu idzie!
-Nie. Tylko nie on!
-Musisz wyjść i to szybko.
-Nie zdążę.
-Schowaj się do szafy! -Wpadłam w panikę.
-Nie zachowujmy się jak nastolatki..
-Idź z za drzwi na 3 piętro jeszcze zdążysz.
-Ok

Wybiegł a Diego wszedł. Jakby się wymienili ale nawet mi ulżyło że się nie spotkali.
Zastanawiałam się czemu on do mnie przyszedł zawsze dzwonił jak chciał się ze mną spotkać.
Serce biło mi coraz mocniej... Chyba się nie dowiedział o niczym. Bo jak tak to nie wiem co będzie.
Nie wszystko stracone chcę jeszcze powalczyć o ten związek przecież tyle wspomnieć nas łączy.
Wspólni przyjaciele i wakacje. Nie wspominając o naszych spotkaniach i pierwszym spotkaniu tego nie da się  zapomnieć i skreślić z dnia na dzień. Ale czy ja go kocham. U Leóna w ramionach było tak uroczo, delikatnie, nie da się opisać tego. Istny raj na ziemi. A myślałam że takiego nie ma a jednak. Ale ok. Postanowiłam sobie że powalczę o niego on mnie kocha a więc ja muszę się bardziej postarać nie wiem jeszcze co zrobię ale do tej pory dopóki czegoś nie wymyślę muszę zachowywać pozory.Wzięłam głęboki wdech.

-Diego, kochanie. -Przywitałam się z nim oraz pocałowałam go w policzek.
-Hej skarbie. A może tak pocałunek w usta dla odmiany? -Spytał uśmiechając się do mnie.
-Wedle życzenia. -Nie wahałam się ani chwili i rzuciłam na niego z namiętnym pocałunkiem. Tylko że przypomniało mi się to wczorajsze.
Diego zaczynał rozpinać mi zamek od sukni ale po tym co mi się skojarzyło odechciało mi się. Jak ja mam mu o tym znowu powiedzieć.
-Diego...
-Co kotku? -Szybkim oddechem powiedział i wrócił do pocałunków.
-Umówiłam się z Ludmiłom.. -Palnęłam kolejne kłamstwo. Diego z wielkim rozczarowaniem się o demnie odsunął.
-Aha..tylko że wiesz nie mamy ostatnio czasu dla siebie. Nie możesz tego odwołać.
-Nie wiem a gdzieś idziemy?
-Chcę zabrać się do restauracji.
Jest jakaś okazja? -Zdziwiłam się i myślałam że o czymś zapomniałam.
-Nie.
-Niech będzie wyśle do niej SMS. -Udałam że wysyłam. Nie byłam dumna z tych kłamstw wiem że zawsze jest jakiś drugi wybór.
-Dziękuję -Powiedział do mnie zadowolony. Od razu wrócił mu ten uśmieszek na twarz.
-Nie ma za co. Pójdę się przebrać. -Już miałam iść ale chwycił mnie za rękę.
-Wyglądasz pięknie. A po za tym brak nam czasu. -Pociągnął mnie za sobą i pojechaliśmy.


** Lara **

Siedzę w kawiarence i piję kawę. Ogarnia mnie wściekłość.  Muszę zadzwonić do Leóna spotkać się z nim może  się podpuści   i coś mi powie. Albo wróci do mnie.. A jak nie to tego pożałuję.
Wyciągam telefon z torebki i szukam numeru do niego.  Naciskam zieloną słuchawkę i dzwonie. Odwracam się i patrze na fontannę za mną.  Nie odbiera. A więc tak się ze mną bawi. Dobrze idę do niego.  Chowam telefon i płace za kawę z drobnym napiwkiem po czym wychodzę.
Po 20 minutach dochodzę pod dom Leóna i pukam do drzwi. Niestety na mojego pecha nikogo nie ma w domu. Kopię ze złości jego drzwi, a kiedy już mi przechodzi odchodzę. Ciekawe czy detektyw już się czegoś dowiedział... -Myślę a w tej samej chwili dzwoni do mnie. Uśmiecham się.

-Dzień dobry -Powiedział do mnie.
-Proszę do rzeczy wie już pan coś? -Spytałam z ciekawością.
-Tak i nie.
-Jak to? -Spytałam denerwując się.
-Wiem tylko tyle że Pan León wszedł do domu tej Violetty i był tam 30 minut.
-Co tam robili i o czym rozmawiali? -Coraz bardziej się w to wkręcałam. Podobało mi się to.
-Nic nie robili tylko rozmawiali. Przynajmniej tak mi się wydaje.
-O czym? -Pytam po raz drugi.
-Usłyszałem tylko kilka słów. Jakaś sytuacja o której nikt nie może się dowiedzieć.
-Coś więcej?!
-Nie..
-Dobrze. Proszę działać dalej i ze wszystkim do mnie.
-Się robi -Powiedział i przerwał połączenie. Ja tylko się zaśmiałam że coś jest na rzeczy. Miałam rację ja się nigdy nie mylę.
Dowiem się wszystkiego a oni tego pożałują... Najbardziej Violetta i León. Będzie mnie błagał o to żeby do mnie wrócić.


** Violetta **

Dojechaliśmy do restauracji, weszliśmy do środka. Było przepięknie. Nie mogłam się napatrzeć i nadziwić. Co jest takiego że tu przyjechaliśmy.. Lepiej się nie zastanawiać tylko cieszyć chwilą. Usiedliśmy w stoliku dla dwojga. Podszedł do nas kelner i podał karty zamówiliśmy jedzenie i wino. Ja wybrałam sałatkę.  A Diego no jak to on swoje ulubione danie czyli krewetki. Uśmiechnęłam się do niego i on do mnie. Rozmawialiśmy o nas, o przyszłości. Nie wiedziałam czemu zaczął taki temat. Ale dopasowałam się. Chciałam żeby był idealnie, by odbudować naszą wieź chce wierzyć że między nami jest jeszcze jakieś uczucie. Że nie wszystko stracone. Nie czekaliśmy długo na zamówione potrawy. Wypiliśmy parę kieliszków wina i zjedliśmy. Diego był trochę zestresowany a jak go o to pytałam to mówił że mi się wydaje. Nie wydaję mi się. Jestem pewna że jest coś o czy chce mi powiedzieć. Cóż nie chciałam już go wypytywać, wyczekam aż sam mi powie. Pomyślałam że pójdziemy już do domu. Gdy oznajmiłam mu to powiedział że jeszcze 10 minut. Zgodziłam się. Nagle wstał i ukląkł prze demom.  Modliłam się by to nie było to o czym myślę nie mogę teraz za niego wyjść chce wszystko odbudować ze swojej strony. Co ja mu powiem. Nie myliłam się z kieszeni marynarki wyciągnął małe pudełeczko. Łudziłam się że będzie tam bransoletka nie pierścionek. Lecz gdy je otworzył nie miałam już żadnych złudzeń. Strach, czułam strach i zagubienie. Kiedyś myślałam że jak mi się oświadczy będę najszczęśliwsza na świecie ale od kod poznałam Leóna wszystko się zmieniło. A przede wszystkim moje uczucia i serce. Coraz ciężej mi się oddychało. Chciałam uciec ale nie mogłam mu tego zrobić. Mam płakać... właściwie to już mam łzy tylko że on myśli o szczęśliwych a jest zupełnie na odwrót.

-Violetto Castillo, kocham cię. Wyjdziesz za mnie? -Spytał mnie klęcząc z pierścionkiem w ręku. Co mam mu odpowiedzieć? Cholera!


------------------------------------------------------------------------

Ale się porobiło. Co odpowie mu Violetta? Jak myślicie?
I czy podoba wam się rozdział? Mam cichą nadzieje że chociaż troszeczkę..
No ale zobaczymy pisać komentarze i do następnego kochani :**
A i jeśli chodzi o Lare to nadal czarny charakter bo jeszcze nie wymyśliłam jakim sposobem i
co wywoła jej przemianę na lepszą. Mam nadzieje że niedługo coś wymyślę.

Czytacie - Komentujecie - Motywujecie

10 komentarzy:

  1. Pewnie, że się podoba ;) Tak, jak wszystkie ;) Chyba wcześniej przeoczyłem ten rozdział ^^ W każdym razie stwierdzam, że jest rewelacyjny :) Ciekawe, co odpowie Viola... Czekam do następnego :* Jeszcze raz zapraszam do mnie :)

    true-love-was-going-to-hurt.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny rozdział!!!!
    Wow, wow!!
    Myślam, że będzie kiss Leonetty, a tu oświadczyny diegoletty?!
    Nie no foch!!!
    Ale mnie ciekawi co Vilu powie haha
    No to do nexta!!
    Pozdrawiam Nataly :-) :*
    P. S. Zapraszam tutaj proszę!! doroslezycievioliileonablogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak to mi się jakoś potoczyło, planowałam inaczej ale naszło mnie coś i
      dostałam nowy pomysł właśnie o oświadczynach. Na twojego zarz wpadnę.

      Usuń
  3. Myślę, że Violetta powinna się rzucić z dywanu na podłogę, wielkie problemy panienki niezdecydowanej. Lara! Chodź, będziesz pocieszać Diego, bo podejrzewam że dobrze się te oświadczyny nie skończą, biedactwo moje... Albo Leon wleci do kościoła na motorze z okrzykiem 'tak, ja sprzeciwiam się temu małżeństwu', chociaż o taką odwagę bym go raczej nie posądzała, co jest trochę... Smutne. Trochę brakuje mi innych postaci, ale za Fedemiłą jakoś mi nie tęskno. Marco i Francesca. Braco. Napo. Libby. Ach, sentyment...
    Moim nieodzownym sposobem na nawracanie postaci było to, że postać XY pod wpływem planu ulegała jakimś obrażeniom albo to że postać AB (ta zła) traci kogoś ważnego po jakimś wzruszającym dialogu. Chociaż nigdy nie funkcjonowała dla mnie 'zła' postać - nic nie jest ani czarne ani białe.
    Przejdźmy do części hejtowania. To że nie ma jej na początku nie znaczy że zapomniałam.
    Dialogi. Błagam. Dialogi. Myślę, że to skróciłoby mój hejt i ukróciło moje wahania nastrojów gorsze niż u kobiety w ciąży... Ta. ? http://www.slodkiflirt.pl/forum/t42676,1-k%C4%85cik-porad-od-amator%C3%B3w-dla-amator%C3%B3w.htm
    Podejrzewając że będzie to wyciąg wszystkich moich żali (żalów?) daję linka. I w niego wystarczy kliknąć, nie trzeba kopiować. Wiem, jestem kochana.
    Podejrzewając że jest tam również o akapitach i przecinkach przejdę do ostatniej rzeczy:
    Błędy językowe, które popełnia każdy Polak w tym ja i to nagminnie, a jakimś cudem cudze zawsze rzucają się w oczy.
    Gdzieś znalazłam błąd z 'podpuścić' - podpuszczać można kogoś, ale wtedy, zgodnie ze zmianą strony czasownika ktoś zostaje podpuszczony albo daje się podpuścić, a nie podpuszcza się.
    Powracają na tory komentarza, a nie fali krytyki, której nie umiem wpleść, więc stoi taki byk w środku. Zastanawia mnie czy ty tą część czytasz do końca czy opuszczasz...
    Diego ma drogi gust, ale i tak go kocham. Co robi fanka Diego na blogu o Leonettcie? Nic to, przemilczmy fakt...
    I to już koniec odcinka 'Wielkich Rozkmin o Bólu Życia Lagusiak(a?i? Marty?)', pamiętajcie żeby wysyłać sms z odpowiedzia na pytanie 'co robi fanka Diego na blogu o Leonettcie?'

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra to teraz się trochę rozpisze. Ty i twoje hejtowanie, przyzwyczaiłam się. Ale właśnie co robi fanka Diego na blogu o Leónetcie?
      I o co ci chodzi z tymi dialogami bo nie rozumiem do cholery?!
      Wytłumacz się... bo jak mam poprawić jak nie wiem co.. piszesz Dialogi.
      I okej ale co z nimi nie tak? Jak coś piszesz to pisz dokładniej...
      To wszystko. Może nie rozpisałam się tak długo. Ehhh.

      Do do zobaczenia i odpowiedz na moje pytania.
      Pozdrawiam Sandra ♥

      Usuń
    2. Naprawdę mam chyba zaawansowaną sklerozę, ale jestem wręcz pewna, że pisałam o dialogach w pierwszym komentarzu. I nie, pisałam, zacytuję:
      ''Po czwarte - dialogi nie są dobrze zapisane. Już chciałam powiedzieć że jest dobrze, bo po zdaniu nie było kropki, ale w uzupełnieniu...
      Ex1
      - Myślę, że to nie skończy się dobrze - westchnęła Maria.
      Na logikę można kojarzyć to z tym co opisuje sposób wymowy - wydukała, powiedziała, mruknęła itd., chociaż tu raczej chodzi o nadrzędność i podrzędność. Nie będę ci mieszać.
      Ex2
      - Powinnaś się z tym pogodzić. To się nie uda. - Matylda usiadła na krześle i oparła podbródek w koszyczku utworzonym z dłoni. - Ale zrobisz co chcesz.''
      Opis dialogów jest również w moim magicznym linku, zacytuję:
      '' Dialogi, niezależnie od gatunku, mają ten sam kształt i taką samą budowę. Zła budowa dialogu spowalnia Czytelnika i sprawia, że dzieło staje się nieestetyczne.
      Z budowaniem dialogów problemy pojawiają się od dawien dawna, sama nadal nie jestem w stanie pisać wszystkich z niewiarygodną poprawnością. Jest pewien schemat, który powtarza się i który można podstawić pod dowolną kwestię dialogową. Pisałam go wielokrotnie pod różnymi opowiadaniami i mam nadzieję, że po tym temacie, nie będę musiała tego powtarzać.
      Posiadamy dwa typy dialogu:
      - Jasne - powiedział.
      - No jasne! - Podskoczył uradowany.
      Część znajdująca się za myślnikiem to tak zwane tło dialogowe i to ono warunkuje budowę dialogów w opowiadaniu. Jeśli owe tło dotyczy kwestii mówionej, komentuje ją w jakiś sposób, nie ma kropki po kwestii mówionej, a tło dialogowe piszemy małą literą, jako kontynuację (powiedział, szepnął, syknął, warknął, konspiracyjnie ściszyła głos - czyli nawiązania do sposobu mówienia i tonacji wypowiedzi).
      Drugi przypadek, gdy tło dialogowe dotyczy czynności niezwiązanej z dialogiem, lub też jest opisem otoczenia, innego człowieka czy sytuacji. Chodzi o wszystko, co nie jest powiązane z kwestią dialogową bohatera. Ot, cała filozofia (mam nadzieję, że dość jasno przedstawiona).
      Mogłabym napisać, że to już wszystko, ale ostatnio w dziale Opowiadań Indywidualnych pojawiło się "zło", które przeszło z działu Opowiadań Grupowych. Kolorowe i sformatowane dialogi. Albo pochyłą czcionką, albo też pogrubione, w pstrokatych barwach. Wszystko po to, by je wyeksponować. Po co, pytam się? Jeśli dobrze je zapiszemy, według wcześniej podanego wzoru, nic więcej nie będzie do szczęścia potrzebne! Dlatego mój apel brzmi: przestańcie to robić!''
      Co do mnie - przylazłam tu za linkiem, który dostałam na blogu. Widziało ciało co brało.
      Poza tym jestem tym typem hejtera którego bardzo łatwo się pozbyć - wystarczy się wyrazić dosadnie (a kysz, cholero jedna) i przepadnę na zawsze. No.

      Usuń
    3. Mhm.. Zobaczę co da się zrobić ale jak nie to trudno do diabła z dialogami. Niech będzie jak będzie. Ale i tak dziękuje za wyjaśnienie.

      Usuń
  4. Co mu odpowie? To tajemnica. Chodź pewnie nie trudno się domyślić.
    Dokładniej dowiesz się w nexcie <33

    OdpowiedzUsuń
  5. Przepraszam za spamik]
    Zapraszam do siebie! :) ---> http://lilla2000.blogspot.com
    Historia o zwykłej dziewczynie o imieniu Lilianna, która nie ma łatwego życia.
    Co chwilę coś w nim się zmienia.

    Nowa siostra
    Poszukiwania
    Kłopoty

    Jeśli chcesz dowiedzieć się o życiu Lilianny, wpadnij.
    Będę bardzo wdzięczna :)
    Na pewno się odwdzięczę!

    http://delightlifee.blogspot.com/
    Zapraszam!

    OdpowiedzUsuń